Całkowicie współczesny kostium i modele zachowań. Piosenki, które śpiewamy na co dzień i sceny znane z telewizji. Wszystko to znalazło się w kaliskiej inscenizacji "Hamleta" przygotowanej przez Marka Kalitę. Nic dziwnego, szekspirowskie pytania są aktualne od wieków. Każda kolejna epoka może się w "Hamlecie" przejrzeć jak w lustrze. Jak mówi sam Kalita, jego wersja dramatu została zainspirowana przez pomysł sprzed 30 lat.
"Takim wzorem drogi zmierzenia się z tym tekstem jest przedstawienie Konrada Swinarskiego, do którego nie doszło w 1973 r. To była taka próba połączenia kilku rzeczy, między innymi zmierzenia się z tak zwaną polityką. Ja byłem zawsze apolityczny, ale to moje rozliczenie z czasem, w którym żyłem ostatnio, dotyczy właśnie mojej apolityczności. Chciałem się przypatrzeć (to absolutnie nie polega na ocenie, bo ja się na tym nie znam) temu, co się stało z tymi ludźmi, którzy zaczynali budować coś pięknego, z ideą piękną. Czym się stali dzisiaj."
Obraz Kality zaskakuje sposobem interpretacji niektórych wątków, ciekawymi pomysłami oraz połączeniem szekspirowskiego wiersza z tekstami dopisanymi przez reżysera. Widać w nim zmaganie z materią dramatu, która nie do końca chce się poddać interpretacji. Może to i lepiej, bo i widz musi się nieco wysilić. Dokładnie tak, jak w życiu. Kaliskiego "Hamleta" będzie można oglądać w Teatrze Bogusławskiego od dziś do 14 marca na Dużej Scenie. Zapraszamy
Komentarze
Dodaj nowy komentarz