Szekspirowski "Hamlet" powraca do Kalisza. Po raz drugi w czasach powojennych duński książę powtórzy pytanie: "Być, albo nie być?". Stanie się to za sprawą kaliskiego Teatru i Marka Kality, który w sposób bardzo osobisty postanowił się zmierzyć z dramatem wszech czasów.
"To jest taki czas mojego rozliczenia się na kilku płaszczyznach. Z jednej strony płaszczyzna rodzinna, czyli: dom, rodzina, ojciec. To jest jakby podstawa całej adaptacji, coś, co jest intymne, co dotyczy mnie, tego kim jestem i co robiłem w moim życiu. Także tego, w czym żyłem. I to jest ta druga płaszczyzna, dotycząca tego, co nazywa się polityką w 'Hamlecie'. Ja byłem zawsze apolityczny. Czegoś nie zrobiłem w życiu. I myślę sobie, że po prostu nadszedł taki czas, że powinienem to zrobić, że powinienem powiedzieć coś ważnego."
Marek Kalita przenosi "Hamleta" w czasy, które dobrze znamy. Można się więc spodziewać, że powie nam coś ważnego o nas samych i świecie, który budujemy. Nie na próżno zapewne sztuce dano tytuł: "Ja, Hamlet". Premiera w sobotę o 19:00 na Dużej Scenie Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego.
Komentarze
Dodaj nowy komentarz