Szkoda, że oszczędności
Szkoda, że oszczędności władza nie szuka najpierw u siebie – rozrośnięta do granic absurdu biurokracja generuje potężne koszty, a nie przyczynia się do rozwoju gmin czy miast. Nie można również zapominać, że pieniądze, które chcą oszczędzać samorządowcy, zarobili mieszkańcy. Państwo siłą im je zabrało i w teorii miało zapewnić „darmową” służbę zdrowia, „darmową” edukację, transport itd. Jak w praktyce to wygląda, widać wyraźnie na każdym kroku. „Darmowa” służba zdrowia oznacza czekanie na przyjęcie przez lekarza specjalistę kilka miesięcy, a darmowa edukacja – w przypadku wsi, gdzie likwidowane będą szkoły – oznacza fundowanie dzieciom codziennych wycieczek do miejscowości oddalonych o kilka, a czasami o kilkanaście kilometrów. Podatnicy nigdy nie mieli zbyt dużego wpływu na sposób wydawania ich pieniędzy. Obecnie wydaje się jednak, że został on zredukowany do zera. System odbierania pieniędzy podatnikom i wydawanie ich według woli urzędnika, powoli bankrutuje. Być może potrzeba likwidacji szkół, zamykanie urzędów pocztowych, przychodni itd., żeby ludzie przekonali się na własnej skórze, jak działa „system dystrybucji dóbr”. Być może zatem mamy do czynienia z początkiem końca socjalizmu i powrotem do normalności, czyli sytuacji, w której to nie urzędnicy będą decydować, gdzie mają się uczyć dzieci, tylko rodzice.
Menu inforamcje
* Artykuły
* O referendum
* Komisarz Wyborczy odpowiada
* Oddam gminę w dobre ręce
CYTAT Z ARTYKUŁU
Dobijanie prowincji
Artykuł z Życia Kalisza z dnia 25 stycznia 2012 roku autor: Jakub Banasiak





















