„Pod nocnym lokalem
„Pod nocnym lokalem “Cyganeria” stała samotna dorożka. Dorożkarz słysząc nasze śpiewy i głosy, pełne zachwytu nad Krakowem utopionym w nocy letniej, zaprosił nas do swej dryndy, zaciął biczyskiem konika i pozwoliliśmy się mu unieść w krakowski przestwór. I zaczęły się cuda.
Dorożkarz miał sumiaste wąsy, nosił melonik na bakier, wszystko przepisowo jak w wodewilu. Galopując przez puste ulice odwracał się na koźle do nas i mówił wierszem. Autentycznym trzynastozgłoskowcem, z klasyczną cezurą po siódmej zgłosce. Siedzieliśmy zaczarowani. Wiersze brzmiały mniej więcej tak:
Patrzcie tutaj, przed nami Maryjacka Wieża,
co otwiera Polakom niebiosa na ścieżaj.
Jechaliśmy urzeczeni. Konstanty od czasu do czasu kuksał mnie w bok z radości. Mijając plac Wszystkich Świętych, dorożkarz wyrecytował:
Na prawo mamy ratusz, gdzie w pewnych okresach
siadają miejskie rajce na swoich sedesach.
(…)
Gadam wierszem, co czyni w Polsce już niewielu,
A najlepiej się gada w nocy na Wawelu!
Nastąpiła pomiędzy nami sztama. Objęliśmy się w trójkę i gadaliśmy wierszem wszystko, co nam ślina przyniosła na język. O Smoku i Samuelu Zborowskim, o Piłsudskim i panieńskich wiankach, o wyborowej i smutku.
Nagle Konstanty złapał mnie mocno za ramię. Odwróciłem się. Koń porzucony samopas pragnąc posilić się trawą pociągnął za sobą dorożkę, wysoko aż na wawelską skarpę. Czarna drynda zniknęła w cieniu rozłożystego kasztana i tylko poczciwy siwek na tle ciemnej skarpy unosił się, jak nam się zdawało, w powietrzu.
— Zaczarowana dorożka! — powiedział półgłosem Konstanty i potem dorzucił: — Zaczarowany koń!
— I ja zaczarowany! — rzekł poważnie dorożkarz i wszyscy roześmieliśmy się ze szczęścia”.





















