Tegoroczna La Strada
Tegoroczna La Strada rzeczywiście była znakomita! Zróżnicowane teatry, prezentujące spektakle mieniące się od ognia, pokazów akrobatycznych i bogatej treści, ukrytej pod pozornie prostą, uliczną formą przedstawienia - wszystko to musi robić wrażenie. Kto chciał, ten mógł się wczuć w emocje aktorów, pełnych ekspresji, całym ciałem dających świadectwo swojego oddania sztuce i opowiadających historie wcale nie tak łatwe. Mówili przecież o śmierci, bólu, przemijaniu, przemianie wewnętrznej człowieka, jego relacji z Absolutem (nieważne, czy jest nim jakikolwiek Bóg, Natura itp.).
W teatrze ulicznym nawet nie drzemie, lecz w pełni wydobywana jest na światło dzienne siła wiarygodnych przeżyć, odczuć, wrażeń. To jedyny rodzaj teatru, który jest tak... szczery. Bo i "aktorzy" nie odgrywają tu swych ról, lecz na ulicznej scenie SĄ postaciami przeżywającymi szczerze emocje, o których chcą opowiedzieć widzom. Warto było, naprawdę warto było uczestniczyć w La Stradzie.
Tylko jeden zgrzyt nie daje spokoju. Jak zwykle zawiodła firma ochroniarska (Joker). Nawet proszeni o interwencję - ochroniarze nie reagowali na pohukiwania części trunkowej publiczności, nie podchodzili uciszyć widzów zaczepiających aktorów podczas spektaklu lub rzucających w nich różnymi przedmiotami. Za to sami ochroniarze zaczepiali publiczność (gdy tylko oderwali się od bramy, przy której sprawowali wierną, choć niepotrzebną straż). Czasami pozory władzy uderzają do głowy. Za brak profesjonalizmu i arogancję pracowników Jokerowi należy się wielki minus.





















