Piszesz, że pieszy wchodzi
Piszesz, że pieszy wchodzi na pasy pod samochód i samochód nie zdąży się zatrzymać, ja się pytam: kogo to wina że samochód nie zdąży się zatrzymać?
Podam Ci przykład żeby ułatwić myślenie: Z jaką prędkością dojeżdżasz do skrzyżowania na którym nie masz pierwszeństwa przejazdu? Odpowiedź: Z taką żeby w każdej chwili móc zatrzymać auto przed wjazdem na skrzyżowanie.
Wniosek z tego taki: Skoro pieszy na przejściu dla pieszych, pieszy ma bezwzględne pierwszeństwo (tak samo jak samochód jadący drogą z pierwszeństwem), to nasze zachowanie jako kierowców powinno być analogiczne, tzn. przy dojeżdżaniu do przejścia dla pieszych powinniśmy zachować taką samą ostrożność jak przy dojeździe do skrzyżowania.
A większość z kierowców stosuje zasadę silniejszego. Na skrzyżowaniach jestem ostrożny bo mogę mieć wypadek z równym sobie lub silniejszym, na przejściu to ja jestem większy więc niech się słabszy martwi.
A i jeszcze jedno, żeby uciąć debatę że tak się nie da jeździć. Da się, na zachodzie można, spędziłem jakiś czas w Belgii i tam spacerując po mieści pieszy nie musi czekać na to aż auto go przepuści przez przejście, dojeżdżając do przejścia kierowca zachowuje się tak jakby dojeżdżał do skrzyżowania.





















