Dariusz Grodziński

Dlaczego nie lubi Pan rowerzystów?

Krzywdząca hipoteza. Bardzo lubię rowerzystów. Sam nim jestem. Niedawno nawet nauczyłem jeździć córeczkę.

Pytam, bo miłośnicy jednośladów w Kaliszu już się cieszą na Rower Miejski, który ma być dostępny w maju. Pan natomiast projekt krytykuje. To zły pomysł?

Prostuję. Nie krytykuję pomysłu. Krytykuję sam fakt, że jest to projekt zakwalifikowany do Budżetu Obywatelskiego.

Dlaczego?

Idea ta opiera się na wieloletniej dzierżawie systemu. Pół miliona złotych na Rower Miejski to nie jest koszt zrealizowania całego projektu, lecz tylko jednoroczna opłata za ten system. Przez całą kadencję to 2 miliony złotych. Takie zadanie nie powinno być poddawane procedurze głosowania Budżetu Obywatelskiego. Fakt ten nie wynika z niechęci do tego zadania, tylko z regulaminu i zasad działania programu. Nie wiem, czemu tak się stało. To jedna z kolejnych nieprawidłowości wobec Budżetu Obywatelskiego. Możemy dyskutować, spierać się i liczyć pieniądze. Oczywiście, taki system jest wartością. Tak samo, jak Aqua Park, do którego też dokładamy. Ale bezwzględnie mówię, że jest to projekt, który powinien zostać negatywnie zweryfikowany na etapie przygotowywania kart do głosowania Budżetu Obywatelskiego.

To niejedyny projekt z którym miasto miało, bądź ma problemy dotyczące samej realizacji. Co jest zatem nie tak z kaliskim Budżetem Obywatelskim?

To samo, co z Samorządem Kaliskim. Za mało jest pracy i treści, a za dużo polityki. Prezydent nie jest kimś, kto panuje nad miastem i jak lew salonowy przechadza się z miejsca na miejsce. Prezydent jest menadżerem publicznym, który tworzy cały ogromny magistrat a także wszystkie inne jednostki. W kluczowych sprawach, jako lider zespołu, przewodzi tej pracy. Prezydent deklarował, że Budżet Obywatelski będzie świętością. Niestety nią nie jest. Pokazują to kolejne edycje budżetu i brak realizacji zadań. Wprost mogliśmy usłyszeć, że pewna liczba zadań nie będzie realizowana.

Ale jest nowy regulamin. Czy on coś zmieni?

Zmieni, jeżeli będzie wola i siła do tego, żeby pracować. Jest to osobista odpowiedzialność Prezydenta. Fakt, że kogoś zatrudni, nada mu nazwę kierownika Budżetu Obywatelskiego, nie oznacza, że to on osobiście odpowiada. Tych zmian jest za mało. Jako Platforma Obywatelska postulujemy, żeby przesunąć całą procedurę zgłaszania i głosowania na pierwsze półrocze. Tak, jak my to zrobiliśmy.

Żeby było więcej czasu?

Tak. Chodzi o więcej czasu na przygotowanie się. Zyskujemy co najmniej 2-3 miesiące, jako samorząd, na prace przygotowawcze. Czas ten będzie zgodny z procedurą uchwalania budżetu. Do końca września projekt powinien być już zamknięty przynajmniej przez wydziały merytoryczne. Parę innych rzeczy powinno być również zmienione. Wnioskujemy o to, żeby rozszerzyć kwestie partycypacji społecznej. Przy okazji głosowania na zadania, można zapytać Kaliszan o ich opinie w najważniejszych sprawach dotyczących kierunków rozwoju miasta. Zasadne byłoby zapytać się mieszkańców, jakich patronów ulic chcieliby wybrać tam, gdzie Prawo i Sprawiedliwość zabiera w związku z ustawą dekomunizacyjną.

na fot.: Dariusz Grodziński / kaliski radny miejski / Platforma Obywatelska

Wracając do Budżetu Obywatelskiego, czy te zmiany mają szanse wejść w życie? Czy są to jednak pobożne życzenia?

Klika z nich, jak na przykład przesunięcie terminów, w tym roku jest już niemożliwe do wprowadzenia. Pomysł upublicznienia na liście zadań w Internecie wnioskodawców tych projektów i parę innych inicjatyw zgłoszonych przez PO, zyskało aprobatę radnych. Wszystkie jednogłośnie zostały przyjęte, oprócz poszerzenia zakresu głosowania o opinie Kaliszan w sprawach strategicznych dla miasta.

Co teraz? Czy jest jeszcze możliwość zrealizowania tego?

Jak się chce, to się da. Jak się nie chce, to zawsze znajdzie się jakiś powód. Już słyszę głosy, że „nie będziemy zaśmiecali głów Kaliszanom, może rozmyjemy Budżet Obywatelski…”. To nieprawda. Obywatele Kalisza to mądrzy i świadomi ludzie. Chcą się wypowiadać i decydować. Tylko wola rządzących może to uniemożliwić. Jeżeli będziemy mieli wpływ na miasto, być może po przyszłych wyborach, chcielibyśmy właśnie to zmienić.

Przy okazji krytyki tego projektu powiedział Pan, że współczuje już dziś kolejnemu prezydentowi, któremu przyjdzie rządzić Kaliszem. Dlaczego? Skąd tak duże, bo półtoraroczne wyprzedzenie w tym współczuciu?

Sprawowanie tego urzędu to bardzo ciężka i niewdzięczna praca, której trzeba sporo poświęcić. Najlepiej, gdy pozycja startowa jest czysta. A niestety każdy następny prezydent wejdzie w duży bałagan. Kryzys w magistracie miejskim, brak zaufania inwestorów po tym, co się działo w Wydziale Budownictwa, dystans mieszkańców z powodu zamieszania wokół Budżetu Obywatelskiego oraz „przeetatyzowanie” Urzędu Miejskiego. Prezydent Grzegorz Sapiński na każdy problem, który stanie na drodze, ma odpowiedź. Zatrudnia plastyka miejskiego, energetyka miejskiego i również kogoś do Budżetu Obywatelskiego. Wcześniej my to robiliśmy. Przecież prezydenci są po to, żeby pracować. Zadaniem głowy miasta nie jest lansowanie się. Oczywiście, funkcja reprezentacyjna również jest w zakresie naszych obowiązków, ale to tylko poszerza godzinowy wymiar pracy, a nie zastępuje. To my tymi rzeczami zajmowaliśmy się. Tak powinno być. Finanse publiczne są w bardzo fatalnej kondycji. Obecnie w mieście myśli się tylko o tym, w jaki sposób wydać miejskie pieniądze. Nikt jednak nie analizuje, w jaki sposób na te koszty zarobić i jak dobrze zbilansować budżet.

Przyszły prezydent będzie miał przechlapane?

Ciężka orka na ugorze. Sprawowanie tego urzędu to wyczerpująca fizycznie, psychicznie i emocjonalnie praca, ale tutaj do kwadratu. A może nawet do sześcianu.

Targowisko na Nowym Rynku to problem Kalisza od lat. Przeniesienie zapowiadał już prezydent Janusz Pęcherz. Z tematem walczą również obecne władze. Ostatnio doszło jednak do zwrotu akcji. Spotkanie, podczas którego miasto miało zaprezentować swoje koncepcje, kończy się właściwie zanim się na dobre zaczęło.

Kapitulacja.

Był Pan na nim obecny. Czy wiceprezydent Barbara Gmerek przyjęła argumenty kupców, czy może po prostu nie sprostała konfrontacji z nimi?

Byłem zbudowany postawą kupców. Na spotkanie przyszli z propozycją rozwiązania sporu. Powiedzieli, że mogą znacznie pomniejszyć przestrzeń rynku. Przedsiębiorcy sami widzą, że miejsce to trzeba zmodernizować. Władze jednak zamiast podążać drogą tego kompromisu, a być może nawet konsensusu, nie negocjowali. Doszło do wycofania i zamknięcia tematu.

Był Pan zaskoczony?

Zdenerwowany i zaskoczony. Tak nie można robić.

Kupcy byli również zaskoczeni. To było po nich widać.

Tak, bo przyszli pełni obaw, ale także ze swoim pomysłem. Naprawdę uważam, że gdzieś można było się po środku spotkać. Usłyszeli jednak, że w ogóle nie ma tematu. To jest błąd strategiczny. Widziałem tam wolę porozumienia i można było rozmowy kontynuować.

Przejdźmy do edukacji. Rodzice zostali zaskoczeni nową koncepcją klas siatkarskich w Szkole Podstawowej nr 18. Czy radni na ten temat dyskutowali wcześniej, czy zostali postawieni przed faktem dokonanym? Nie będzie typowo siatkarskich oddziałów już od 4. klasy, ale, jako że gimnazja zmieniają się w ośmioklasowe szkoły podstawowe, od 7. klasy.

Dowiedziałem się o tym od rodziców dzień przed sesją. Jesteśmy zaskoczeni tak samo, jak wszyscy. To jest szkoła sportowa. Taki wpis widnieje w statucie placówki. Patronem jest Janusz Kusociński - wybitny sportowiec, którego tragiczne losy przerwały jego karierę i życie.

Czy za tą zmianą stoją jakieś konkretne argumenty? Rodzice twierdzą, że przecież im wcześniej się trenuje, tym lepsze osiąga się wyniki.

Od 7. klasy szkoły podstawowej dzieci rozpoczynają rozgrywki w kategorii młodzików. Jeżeli one dopiero wtedy zaczną się uczyć, to nie będzie żadnego zgranego zespołu, a Kalisz będzie pośmiewiskiem na parkiecie. Jeżeli ktoś zmieni kategorie wiekowe i mecze będą rozgrywane od późniejszego wieku, możemy rozmawiać o przesunięciu tej granicy. Kalisz jest utytułowanym siatkarsko miastem. Ta szkoła była też Mistrzem Wielkopolski. Prezydenci chwalili się i wręczali puchary. Jeżeli zlikwidujemy wczesne szkolenie siatkarskie, zniszczymy całą historię oraz doświadczenie.

Złożył Pan interpelację w tej sprawie. Czego Pan oczekuje?

Naświetlam sytuację. 29 marca zostało podpisane nowe rozporządzenie Ministerstwa Edukacji Narodowej w sprawie szkół i klas sportowych. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kontynuować tę tradycję siatkarską i szkoleniową w „Osiemnastce”. Wszystko jest zgodne i kompatybilne. Możemy się tylko dostosowywać do jakiś drobnych korekt.

Jakiej odpowiedzi się Pan spodziewa?

W tej kadencji sam nie wiem, jakiej odpowiedzi mogę się spodziewać. Mam wrażenie, że Samorząd działa jak jakaś „Kasta Panów”. Wiem jednak jedno. Nie powinno się tego robić i nie można tego zrobić. Będę bardzo mocno o to zabiegał.

Kolejne kontrowersje z ratuszem w tle. Chodzi o Izbę Pamięci Szczypiorniaka. Miała być rozbudowa i pokoje gościnne dla VIPów, a był sprzeciw mieszkańców i radnych. Powstanie biblioteka. Kaliszanie robią wielkie oczy, bo od lat czekają na drogi i chodniki. Ale z drugiej strony głupio tak protestować przeciwko bibliotece i wyjść na prostaka, prawda?

Podejrzewam, że nie chodzi o żadnych VIPów. Byłem na zebraniu rady osiedla. Widziałem, jak ludzie wstali i powiedzieli radnemu Edwardowi Prusowi o dwóch mężczyznach, którzy zamieszkiwali w tym Muzeum Szczypiorniaka. Jedna osoba powiedziała wprost, że w trakcie wyborów samorządowych, zamienił to muzeum w sztab wyborczy. Słuchałem tego ze zdumieniem. Byłem tym zszokowany.

Co on na to?

Tłumaczył się, że byli to piłkarze ręczni. Być może. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Mieszkańcy jednak nie protestują przeciwko samej bibliotece. Oni wiedzą, że biblioteka jest instrumentem manipulacji politycznej do osiągnięcia celów radnego Prusa i prezydenta Sapińskiego. Utrzymanie ogrzewania, oświetlenia będzie kosztowało miasto 100 tysięcy złotych rocznie. Tyle będziemy płacić z miejskiej kieszeni. Mieszkańcy wiedzą, że jest to tylko taka chytrość i przebiegłość. Nikt nie ma nic do biblioteki, ale społeczności nie podoba się fakt użycia tego miejsca do manipulacji politycznej.

Co robi opozycja w Radzie Miejskiej Kalisza? Arytmetyka jest okrutna. Czy opozycja może być skuteczna, skoro de facto nie ma mocy sprawczej?

Czasami mamy moc sprawczą. Chociażby większość naszych wniosków odnośnie reformy Budżetu Obywatelskiego przeszła jednogłośnie. Ale przede wszystkim chodzi o pokazanie alternatywy, że można i trzeba inaczej zarządzać miastem. Chcemy pokazać, że konieczna jest praca, a nie tylko politykowanie. Reprezentujemy głos mieszkańców. Tak, jak chociażby w tej chwili grono pedagogiczne i rodziców jeśli chodzi o Szkołę Podstawową nr 18, czy jeśli mówimy o mieszkańcach Szczypiorna oraz również wielu innych obszarów miasta. Tam gdzie są problemy, trzeba ten głos przedstawić. To rola opozycji. Mamy również pewną skuteczność. Oczywiście, spotykamy się z ostracyzmem politycznym. Takiej kastowości ze strony Komisji Rewizyjnej, Prezydenta i innych radnych jeszcze nie było. Jednak już po tych prawie 3 latach rządzenia, radni mają świadomość, że ta koalicja jest bardzo niewydolna. Ludzie oceniają skuteczność miasta na bardzo niskim poziomie. Pierwsze refleksje do radnych już dochodzą. Wiedzą, że są na coraz słabszej pozycji. Tym bardziej, że za półtorej roku wszyscy staniemy do weryfikacji wyborczej.


Teraz szczypta dużej polityki. Platforma nadrabia w ogólnopolskich sondażach. Czy ze szczęścia wyskoczył Pan z kapci? A może występuje zmartwienie, że to dzieje się za szybko? Wybory samorządowe dopiero za półtora roku i ta krzywa może się jeszcze zakręcić w każdą stronę.

Ani zły, ani dobry sondaż w żaden sposób nie wpływa na moje zachowanie. Jeżeli wyniki są słabe, to trzeba pracować i pokazać swoją wartość. Jak są dobre, to tym bardziej nie wolno zasypiać gruszek w popiele. Pracuje od wczesnych godzin rannych do późnych wieczornych. Nie mam czasu tego analizować. Robię swoje w samorządzie, w kulturze, w okręgu, w sporcie, w Straży Pożarnej. Bardzo aktywnie i często udzielam się w NGOs’ach, czyli w organizacjach pozarządowych.

To na koniec naszej rozmowy, tradycyjnie, muzyczny upominek. Co to będzie za utwór i komu chciałby Pan go zadedykować?

Wojciech Młynarski – „Róbmy swoje”. Niech to będzie in memoriam Mistrzowi, który niedawno odszedł, ale także ku pokrzepieniu serc wszystkim, którzy patrzą na otaczającą rzeczywistość i oczekują czegoś lepszego. Róbmy swoje, nie załamujmy się. Będzie dobrze.

* * *

Radio Centrum 106.4 - TAKsięMÓWI_07. kwietnia 2017_Gość: Dariusz Grodziński – kaliski radny miejski / Platforma Obywatelska_Prowadzenie: Małgorzata Meszczyńska