O samotnym rejsie dookoła świata oraz sile i spełnianiu marzeń - mówiła na spotkaniu z mieszkańcami Opatówka (w powiecie kaliskim) Natasza Caban, która jako jedna z najmłodszych kobiet samotnie opłynęła świat. W poniedziałek gościła w Muzeum Historii Przemysłu w Opatówku, rodzinnej miejscowości swoich rodziców.
W podróż wyruszyła w lipcu 2007 roku. Wystartowała na Hawajach, płynąc przez Papui Nowej Gwinei, Darwin, Wyspy Kokosowe, Republikę Południowej Afryki, Wyspę Św. Heleny, Brazylię, Karaiby, Galapagos i Markizy, aż do Honolulu. Przepłynęła blisko 26 000 mil morskich. Cała podróż trwała dwa lata i cztery miesiące.
Podczas rejsu, w kilku miejscach przystankowych, towarzyszyli jej podopieczni Fundacji Anny Dymnej „Mimo wszystko". W ten sposób - zapraszając Karolinę i Roberta na pokład swej żaglówki, spełniła ich marzenia.
„Sama od lat marzyłam o tym rejsie. Było to moim największym życiowym marzeniem" - powiedziała Radiu Centrum Natasza Caban:
„Człowiek ma pasje i kocha to co robi. Tak samo jest u mnie z żeglarstwem. W wieku 20-kilku lat marzyłam o tym, aby wypłynąć w świat. Przygotowywałam się do tego rejsu aż 8 lat, m.in. ucząc się naprawiać jachty. Wiedziałam, że na oceanie będę sama i sama będą musiała rodzić sobie z awariami sprzętu."
Co pozwoliło jej wytrwać w tej podróży?
„Sama nie wiem. Myślę, że jak spełnia się marzenia - to te siły wydobywa się nagle z siebie. Teraz wiem, że możemy więcej wytrzymać i więcej z siebie dać, niż to nam się wydaje. Co nauczyła mnie ta podróż? Przede wszystkim dowiedziałam się wiele o sobie. Teraz wiem, że warto spełniać marzenia i warto pomagać innym, bo rzeczywiście nadaje to sens temu co robimy. To co najpiękniejsze było w tej podróży - to właśnie uśmiechy dzieci z Fundacji „Mimo wszystko" , które przyjechały na kilka przystanków w moim rejsie. Jeśli chodzi o najtrudniejsze momenty - to takie, nad którymi nie miałam wpływu, np. dryfujący kuter rybacki czy zatrucie pokarmowe. Dzięki tej podróży uwierzyłam w to, że trzeba spełniać swoje marzenia. Nie wolno się bać, tylko po prostu zrobić ten pierwszy krok, a późnej jakoś to będzie."
Jak sama twierdzi, swój sukces zawdzięcza przede wszystkim dobrym ludziom, których spotkała na swojej drodze w czasie rejsu. Natomiast obecną w muzeum młodzież zachęcała m.in. do usilnego dążenia do celu, spełniania swoich marzeń, a także nauki języków obcych czy niesienia pomocy innym - bo to wszystko pomogło jej w tej podróży.
Oczywiście relację i wspomnienia z rejsu przeczytać będzie można w autorskiej książce, nad którą Natasza pracuje razem z Małgorzatą Wach.
Komentarze
Dodaj nowy komentarz